Ignacy Krzyszczak – blog historyczno-archeologiczny

4 lutego 2015

Kolchida – dzieje antycznej Gruzji i greckiej kolonizacji cz.1

Opublikowano: 04.02.2015, 10:42

Mapa Kolchida z wikipedia

(Kolchida i Iberia, za: Wikipedia.org; za:http://en.wikipedia.org/wiki/File:Georgian_States_Colchis_and_Iberia_(600-150BC)-en.svg)

 

 

Chciałbym poruszyć tu mało znany, choć interesujący temat Kolchidy i greckiej kolonizacji na tym terenie, oraz późniejszych dziejów ośrodków tam powstałych. Temat ten jest niemal zupełnie pomijany w większości ogólnych opracowań. Dla przykładu, Kolchida, w pracy Hammonda /N.G.L. Hammond, Dzieje Grecji, Warszawa 1994, s. 395/ występuje tylko jeden raz, w kontekście sprowadzania stamtąd niewolników. Równie niewiele można wyczytać w pracy na temat historii Gruzji /B. Baranowski, K. Baranowska, Historia Gruzji, Warszawa 1987, s. 20-29/. Więcej informacji znajduje się w pracy profesor Wipszyckiej i profesora Bravo /B.Bravo, E. Wipszycka, Historia starożytnych Greków t1, Warszawa 1988, s. 177 i 179/, w swojej pracy informują oni, że charakter osad greckich (czy były to faktorie czy też polis) na tym terenie jest dyskusyjny, że Grecy przybywali tu w poszukiwaniu złota, niewolników i drewna.

W dyskusji nad początkami greckiej kolonizacji w Kolchidzie, często przejawia się problem tego czy Mykeńczycy znali czy też nie znali morski szlak do Kaukazu, czy mit o Argonautach oddaje jakieś strzępy informacji znane archaicznym Grekom na temat zasięgu podróży mykeńskich czy też jest to późniejszy wytwór powstały już po nawiązaniu kontaktów z tym regionem w VII/VI wieku aC, mający w jakiś sposób propagować to, że Grecy od zawsze tam byli. Tak w wielkim skrócie to ujmijmy. Jak zawsze przy tego typu okazjach szuka się potwierdzenia w archeologii. Poszukuje się więc tych „twardych” dowodów na to, że już w epoce brązu docierały do Kolchidy (lub ogólniej w basen Morza Czarnego) materiały/wpływy greckie. Jedni jak Hillar /S. Hiller, The Mycenaeans and the Black Sea, „Aegeum” t.7/, takie materiały znajdują, choć rzeczony autor wyraża nadzieję, że przyszłe badania wykażą większa ilość takich powiązań/materiałów, inni jak de Boer /G.J. de Boer, Phantom-Mycenaeans in the Black Sea, „Talanta”, t.38-39, (2006-2007)/ wskazują, że ilość materiału jaki można powiązać z Mykeńczykami odkrywany w basenie M.Czarnego nie zwiększył się jakoś diametralnie, przyporządkowanie części kwestionują (choćby kwestię kamiennych kotwic, de Boer ma zresztą w tym momencie najpewniej stu procentową rację) a tą część która uznają za pochodzącą od Greków epoki brązu wiążą z handlem na trasach lądowych lub za pośrednictwem innych ludów. Mnie osobiście wydaje się, że pewne „echa” wiedzy o Kaukazie istniały u Mykeńczyków, co nie oznacza bynajmniej, że to dzięki przechowaniu tej wiedzy greccy koloniści parę wieków później udali się w podróż do Kolchidy.

Odwołując się do wczesnych źródeł historycznych, Herodot wspomina Kolchidę i jej mieszkańców kilkukrotnie: opisując mit o Medei /Herodot,Dzieje I,3-6/, położenie tego kraju /ibidem IV, 35-38/, czy ich uzbrojenie w perskiej armii /ibidem VII, 79/. Najciekawszy jednak fragment zaczyna się od słów: Jest bowiem widoczne, że Kolchowie są Egipcjanami, a twierdzę tak, gdyż sam to przedtem zauważyłem, zanim usłyszałem od innych. Ponieważ zaś sprawa leżała mi na sercu, zapytywałem jednych i drugich, i raczej Kolchowie przypominali sobie Egipcjan niż Egipcjanie Kolchów /Herodot, Dzieje, IV,104-107 przekład S.Hammer/. Reminiscencja rozmów z Kolchidzkimi kupcami, wyprawy autora do Kolchidy czy może wypytywania niewolników z tego kraju? Wydaje się to możliwe, biorąc pod uwagę to, że już od V wieku aC mogli oni napływać do świata śródziemnomorskiego.

Herodota i jego wspominek o Kolchidzie, to najdłuższy fragment odnoszący się do tego tematu jest powiązany z opowieścią o egipskim królu Sesostrisie. Całą narracje i jej wiarygodność dość ciekawie i trafnie opisał Kimball Armayor/O. Kimball Armayor, Sesostris and Herodotus’ Autopsy of Thrace, Colchis, Inland Asia Minor, and the Levant, „Harvard Studies in Classical Philology”, t..84 (1980)/. Autor uważa, ze cała opowieść jest fałszywa, nie pochodzi ona, wbrew temu co pisze Herodot, od egipskich kapłanów, a z greckiej tradycji, a i dalsza część opowiadania jest kompilacją tego, co autor usłyszał i przeczytał, nawet w tych fragmentach w których powołuje się na to co sam widział. Dla mnie zabrakło jednej rzeczy – źródłem informacji mogą być Persowie, znali oni bowiem Kolchidę, lub też (co jest mniej prawdopodobne) kolchidzcy niewolnicy/wyzwoleńcy. Druga sprawa, jest taka, że niekoniecznie opowieść owa nie ma egipskich korzeni. Kimball Armayor słusznie zauważa, ze za każdym razem ów egipski król-heros jest lepszy niż Dariusz i Persowie. Dariusz nigdy nie podbił Arabii, ten zaś egipski władca tak, podbił też Traków i Scytów, co Dariuszowi się nie udało. Czy więc sami Egipcjanie nie wymyślili go by podnieść się na duchu? Nie wydaje się to zupełnie nieprawdopodobne.
Istnieją co prawda podglądy przeciwne, przykładem których jest choćby tekst pana Englisha /T.P. English, Cushites, Colchians and Khazars, „Journal of Near Eastern Studies”, t.18 (1959)/, jest on jednak już dość stary i dlatego trąci myszką. Autor zawierza słowom Herodota i szuka dla nich jakiś podstaw, wykorzystuje jednak siłą rzeczy metody dziś już zarzucone, jak choćby typologię rasową. Powołuje się też na XIX i XX wiecznych podróżników, którzy w Abchazji natknąć się mieli na murzynów. Podróżnicy owi tłumaczyli ta bądź sprowadzeniem tu niewolników z Afryki, bądź to przez Turków bądź miejscowe elity, co jednak odrzuca, jako, ze region ten miał w tym czasie dostarczać niewolników, sprowadzanie więc ich tu byłoby pozbawione sensu. Uważa, że to opisani przez Herodota Kolchowie. Wspiera się też pracami lingwistycznymi, starając się wykazać podobieństwo językowe nazwy Abchazja do nazwy Kuszyci i królestwo Kusz. Nie znam się na tyle dobrze lingwistyce, zwłaszcza tych ludów, ale wydaje mi się to chybione.

batumi zabytki greckie

(Muzeum Archeologiczne Batumi – zabytki greckie, zdjęcie własne)

W omówieniu znalezisk archeologicznych z lat 1970-1982 z basenu M.Czarnego Hind /F.G.J. Hind, Greek and Barbarian peoples on the shores of Black Sea, „Archaeological Raports” t.30 (1983-84)/ sporo miejsca poświęca północnemu Kaukazowi i Kolchidzie. W omawianych latach badania archeologiczne prowadzono w antycznym Pityous – gdzie nie znaleziono wczesnych pozostałości greckich, a odkrywano przede wszystkim pozostałości z czasów rzymskich. Ciekawsze były badania w Dioskourias, mimo, ze znaczna część osady jest obecnie pod woda. Odkryto między innymi nekropole z pochówkami z V wieku aC, oraz stemplowane amfory, co ma potwierdzać stanowisko tych uczonych, którzy w greckich koloniach w Kolchidzie widzą zwyczajne polis. Badano też Gyenos (współczesne Ochamchire) gdzie najstarsze odkryte materiały archeologiczne pochodzą z V wieku aC. Badano też dość intensywnie kotlinę Rioni, gdzie poszukuje się antycznego miasta Phasis, choć bezskutecznie, ponoć dlatego, ze zostało ono zalane. Odkryto jednak pozostałości greckich zabudowań z VI wieku aC zniszczonych już koło połowy V wieku ac. Sam ten teren w czasach późniejszych, od V wieku przeżywa znaczny napływ importów greckich, zwłaszcza zaś w okresie hellenistycznym widać ma być niezwykle intensywne oddziaływania greckiej kultury na miejscową ludność. Odkryto tu tez monety przypisywane mennicy w Phasis, wedle części uczonych bite, przez tą milezyjską kolonię jeszcze przed 494 rokiem aC. Ma to być znowu, dowód na to, że mamy do czynienia tu z polis a nie kontrolowanymi przez lokalne władze portami handlowymi.

Dla mnie ciekawe są badania w Pichvnari – do których jeszcze wrócę w dalszej części tego tekstu. Przebadano tam cmentarzysko, na którym odkryto groby Greków w liczbie 74, 84 groby zhellenizowanych przedstawicieli miejscowej ludności, oraz 150 pochówków miejscowej ludności. Co ważne groby greckie i nie-greckie były od siebie oddzielone. Najstarsze groby greckie pochodzą z ok 460 aC, niestety autor nie podaje czy najstarsze groby niegreckie są równoczasowe czy tez może starsze/młodsze. Drugim stanowiskiem jest Bathys Limen, na którym przed powstaniem greckiej osady w VI wieku aC istniała osada miejscowej ludności w VII-VII wieku. Moim zdaniem te dwa stanowiska wskazywałyby, że Grecy niekoniecznie musieli mieć swobodę założenia kolonii na tym terenie i, że być może przynajmniej część tych „kolonii”, była jedynie portami handlowymi kontrolowanymi przez lokalne władze.
Trzeba jednak pamiętać, że warunki terenowe (zwłaszcza na północy Kolchidy, w rejonie dzisiejszego Suchumi) , sprzyjały separatyzmom, nie można więc wykluczyć, że lokalnie, greckie osady uzyskały stale bądź okresowo pełną niezależność. Być może takimi przypadkami są Dioskourias i Fasis.

O tym, że Grecy szybko zdobywali sobie pozycję, może świadczyć też to, ze w Bathys Limen (dzisiejsze Batumi) odkrywano tez całkiem sporo attyckiej ceramiki z V wieku przed Chrystusem /S.K. Gorbunova, Archaeological Investigations on the Northern Shores of Black Sea in the territory of Soviet Union, 1965-1970, „Archaeological reports”, t.18 (1971-72)/.

Dość interesujący jest artykuł Martineza /B.M.J. Martinez, The Greek Colonization in the Black Sea Litoral and Iberia: Similarities and differences [w:] Pont-Euxin et commerce. Actes du IXe. Symposium de Vani(1999), pod red. Faudot, Farysse , Paryż 2002, s.15-21/, w którym wymienia on podobieństwa w kolonizacji półwyspu iberyjskiego i wybrzeży Morza Czarnego ze szczególnym uwzględnieniem Kolchidy. Są one mocno jednak dyskusyjne, gdyż to, ze kolonizacja grecka na zachodzie i wschodzie, rozpoczęła się i trwała mniej więcej w jednym czasie, nie jest żadnym niezwykłym podobieństwem. Autor podaje też, że Mykeńczycy mogli znać wybrzeże wokół Kordoby z autopsji, gdyż odkryto tam ichnią ceramikę, podczas gdy śladów penetracji przez Mykeńskich żeglarzy Morza Czarnego nie ma, może poza mitem o argonautach. Odniosę się do tego potem. Autor podaje tez, ze najstarsze materiały greckie z półwyspu iberyjskiego wyprzedzają te greckie zabytki które odkrywano w Kolchidzie. Jednak mi się wydaje, że choć częściowo za tą sytuację mogą odpowiadać Fenicjanie którzy swoje kolonie tutaj założyli przeszło wiek wcześniej. Informacjami ciekawymi w tym tekście są m.in. Stwierdzenie, że zachodnia Iberia wzięła swą grecką nazwę od wschodniej Iberii, gdyż Grecy najpierw zetknęli się z tą wschodnią, po czym gdy i na zachodzie znaleźli podobne cechy i krainę na zachodzie nazwali Iberią. Ową cechą podobną miałaby być zasobność w metale. Autor zauważa też, ze w Kolchidzie, konkretnie w twierdzy Vani – będącej ważnym ośrodkiem dla miejscowej ludności /O. Lordkipanidze, Gorod-Hram Kolhidy, Moskwa 1984/, znaleźć można zabytki świadczące o kontaktach z Grekami z czasów przed grecką kolonizacją, podczas gdy na półwyspie iberyjskim nie można znaleźć przesłanek na istnienie takich kontaktów.

W kontekście powstawania ewentualnych osad greckich na terenie Kolchidy, interesujący jest artykuł de Boer’a /G.J. de Boer, The Cimmerian invasion in Anatolia and the Earliest Greek Colonies in the Black Sea Area, „Eirene” t.42 (2006)/. Stwierdza on w nim, że dopiero po ostatecznym rozgromieniu Trako-Kimmerów w Anatolii (między 650 a 600 aC) nastały warunki umożliwiające zakładanie tam greckich miast. Wcześniej w regionie istniały silne organizmy które mogłyby to uniemożliwić. Ciekawe jest to w kontekście Kolchidy, gdyż wiemy, że Kimmerowie do Azji Mniejszej dotarli w dwóch falach młodszej jako Trako-kimmerowie idąc od zachodu przez Bosfor i Dardanele i starszej idącej przez Kaukaz. Owa starsza fala miała po drodze walczyć m.in. Z państwem Urartu, ale i zapewne terenom Kolchidy też się, mówiąc kolokwialnie oberwało /J. Chochorowski, Ekspansja kimmeryjska na tereny Europy Środkowej, Kraków 1993 w początkowych rozdziałach jest pokrótce omówiona historia Kimmerów/. Być może podobnie i tu, dopiero w wyniku zawirowań spowodowanych przez przemarsz wojowniczych nomadów, powstały warunki korzystne dla zakładania na tym terenie kolonii.

Niewątpliwie na bazie mitu o złotym runie badacze zastanawiając się co sprowadzało Greków do Kolchidy – wskazują na metale, zwłaszcza te szlachetne. Tą drogą w swoim tekście poszedł O. Lordkipanidze /O. Lordkipanidze, The Golden Fleece: Myth, Euhemeristic explanation and archaeology, „Oxford Journal of Archaeology” t.20 (2001)/. Największa wada jak dla mnie tekstu Lordkipanidze, jest moim zdaniem dość bezkrytyczne traktowanie źródeł pisanych. Choćby wyznaczanie trasy wędrówki Argonautów i wyciąganie z tego wniosków jest wątpliwe.

Przeciwnego zdania jest Tsetskhladze /G. Tsetskhladze, Did the Greeks go to Kolchis for Metal?, „Oxford Journal of Archaeology” t.13 (1995)/. Autor wskazuje, że we wczesnej epoce żelaza, w grobach miejscowej ludności w południowej i centralnej Kolchidzie, nie ma broni – służy mu to nawiasem mówiąc za uzasadnienie, braku popytu na żelazo, co miało prowadzić do braku umiejętności miejscowych kowali. Wskazuje też na odmienność sytuacji w północnej części, gdzie do grobów składano broń, głównie w typie scytyjskim. Konkludując Tsetskhladze uważa, że sytuacja taka miała miejsce dlatego, że na północy miejscowa ludność broniła się przed koczownikami i ludami mieszkającymi bardziej na północ, podczas gdy ta część autochtonów która mieszkała w centrum i na południu żyła w pokoju. Być może tak być może nie. Mamy przykład kultury wielbarskiej. Być może ludność z północy będąca bardziej pod wpływem scytyjskim, zwyczajnie zapożyczyła od nich zwyczaj wkładania broni do grobów?

Ciekawe jest zaś stwierdzenie, z artykułu będącego typologią amfor z Kolchidy /G. Tsetskhladze, Y. Vnukov, Colchian Amphorae: Typology, Chronology, and Aspects of Production, „The Annual of the British School at Athens”, t.87 (1992)/, gdzie opisując początki produkcji amfor autorzy stwierdzili, że jeśli istniała jakąś forma państwowości Kolchów, to powstała ona na początku VI wieku aC, czyli niewiele przed przybyciem tutaj Greków. W jakimś stopniu (hipotetycznie) potwierdzałoby to tezę, ze to Grecy sprowadzili tu tradycje produkcji złotniczej – rodzące się państwo i jego władcy potrzebowali przedmiotów luksusowych dla potwierdzenia swojej pozycji, dla rozdawnictwa etc. Zamiast zamawiać to u miejscowych rzemieślników, sprowadzili rzemieślników greckich i tak powstało złote runo. To oczywiście gdybanina.
Sama typologia amfor jest ciekawa, autorzy wskazują, że produkcja tego typu naczyń, w tym rejonie rozpoczęła się w IV wieku aC, że istniał jeden główny typ, podlegający zmianom w czasie (wyróżniono trzy warianty). Badacze ci doszli też do wniosku, że prototypem dla kolchidzkich amfor były amfory Synopy, co nie dziwi. Choć typ był jeden to na podstawie badan gliny użytej do ich produkcji, uczeni uznali, ze produkowane były w różnych rejonach kraju. Wreszcie, to, ze były stemplowane, wskazuje nam na to, że greckie osady zakładane w Kolchidzie były stosunkowo niezależnymi poleis.
Dodajmy jeszcze, ze podział na północ i centrum z południem kraju ma też swoje odbicie w źródłach historycznych – to na rzece Phasis miała przebiegać granica władania Scytów /Justinius ks. II,2/. Ładnie się to by pokrywało z archeologicznymi znaleziskami broni – tymi samymi zresztą które analizował Tsetskhladze w przywoływanym już tu tekście na temat tego co zwabiło Greków do Kolchidy.

Co jeszcze mogło zwabić Greków? Mówi się o niewolnikach. Co ciekawe przekonanie, że niewolnicy z Kolchidy byli popularni opiera się na dość późnych źródłach pisanych m.in. Prokopiuszu /Prokopiusz, Historia wojen, 2.15.5 /, który stwierdza, że mieszkańcy Kolchidy by zaopatrzyć się w sól handlowali z Rzymem i sprzedawali niewolników. Jednak jak się okazuje, przesłanki przemawiające za istnieniem jakiegoś bardziej intensywnego handlu niewolnikami z Kolchidy jest dość krucha, choć być może pierwsi niewolnicy z tego rejonu w Grecji (konkretnie Atenach) pojawili się już w V wieku aC /G. Tsetskhladze, D.C. Braund, The Export of Slaves from Colchis, „The Classicasl Quarterly”, t.39 (1989)/. Autorzy przywoływanej pracy, zdając sobie sprawę z kruchości bazy swoich twierdzeń uważają, jednak, że napływ niewolników z Kolchidy do świata śródziemnomorskiego był znaczny, a jednym z argumentów jest to, ze w świecie antycznym wszelkiej wymianie handlowej towarzyszył (lub mógł towarzyszyć) także handel niewolnikami traktowanymi jako zwyczajne przedmioty. Dodać trzeba, że mamy tez pewniejsze świadectwa istnienia niewolników z Kolchidy (inskrypcje z Rodos i Delf).

Wraz z rozwojem handlu i obecnością tu Greków, dochodzi do rozwoju społecznego miejscowej ludności czego przejawem są kolchidki czyli monety, różnego typu, pochodzące z lokalnego kolchidzkiego mennictwa. Przez część, starszych badaczy, mennictwo to było uznawane za niezależne od greckiego, za wytwór lokalnych plemion. Wskazywać na to miała ikonografia monet – pojawiają się tu postacie niezwiązane z mitologią grecką jak naga kobieta z głową byka. Podobnie rozprzestrzenienie tych monet – odkrywanych głównie w interiorze Gruzji, wskazywać miały na to, że centrum produkcyjne tych monet leżało poza wybrzeżem a więc ewentualną strefą greckiej kolonizacji /D. Kapanadze, K. Golenko, K woprosu o proishożdienii kolhidok, „Westnik Dieriewnei Istorii” t.62 z.4 (1957), s. 88-95 /.
Dziś to się trochę zmieniło – o ile dalej część przedstawień uznaje się za efekt wpływów lokalnych – owa kobieta z głową byka, o tyle znaczna część monet jest ewidentnie pochodzenia greckiego – chodzi o hemidrachmy typu B, na których występują greckie litery. Jest też tu wykorzystywany zwyczaj w którym monety kolonii wykorzystują ikonografię typową dla monet metropolii, przynajmniej we wczesnym okresie. Tu na monetach Phasis mamy lwa, co jest nawiązaniem do ikonografii monet Miletu.
Co ciekawe w Kolchidzie najpopularniejszymi „zagranicznymi” monetami są monety Synopy, co nie dziwi zważywszy na znaczenie tego miasta dla wschodniej części basenu M. Czarnego /G. Tsetskhladze, On the nummismatics of Colchis: the classical archaeologist perspective, „Dialogues d’histoire ancienne”, t.19 (1993), s. 233-256/.

Zmiany kierunku handlu widać także w materiałach z Pichvnari – o ile materiały z okresu klasycznego wskazują na silne związki z Atenami o tyle w późniejszych czasach coraz mocniejsze więzi gospodarcze, zaczynają łączyć ludność tego stanowiska z Herakleą Pontyjską, Rodos, Pergamonem i Synopą /A. Kakhidze, N. Vashakidze, Pichvnari. Results of excavations volume III, Batumi 2010/.

Zbliżając się ku końcowi nastąpi seria pewnych ciekawostek i elementów których nie wiedziałem za bardzo jak ubrać w jeden ciąg, zatem podam w ten może nieco niestrawny sposób.

Jeśli kogoś zainteresował temat monet mogę polecić tekst pana Hinda /J.G.F. Hind, The Types on the Phasian Silver Coins of the Fifth- Fourth Centuries BC (The ‚Kolhidki’ of Western Georgia), „Numismatic Chronicles” t.165 (2005), s. 1-14 /, tekst zawiera dobry opis poszczególnych typów, wraz z ich zdjęciami, kilka ciekawych uwag na temat pochodzenia poszczególnych elementów ikonografii tych monet – np uważa, że figura ludzka (kobieca) z głową byka to nie lokalna forma Hekate a Io. Wraz z pewna uwaga na temat statusu emitenta tych monet – mianowicie uważa on, że lokalny władca, zezwolił Grekom na emisje monet po to by rozwijać gospodarczo swoje władztwo.

Obraz 7171

(Uplistsikhe widok na główny kompleks jaskiń – zdjęcie własne)

Specyficznym miejscem w Gruzji jest ponoć Uphlistsikhe, kolejne na mapie świata skalne miasto. Badano je archeologicznie i odkryto tu warstwy datowane od wczesnej epoki żelaza aż po średniowiecze. Analizują strukturę poszczególnych „obiektów” pani Khimshiashvili /K. Khimshiashvili, Function of some Uphlistsikhe Cave Complexes [w:] Analectwa Iberica: History, Religion and Culture t1 2001, s. 24-27/ doszła do wniosku, że istnieją tu uderzające podobieństwa do świątyń z okresu partyjskiego. Całe zaś miejsce w czasach swojego funkcjonowania miało pełnić rolę kultową.

Badaczka ta wraz z panem Narimanishvili, zajmowała się również osadami epoki brązu /G. Narimanishvili, K. Khimshiashvili, The Bronze Age Settlements from Trialeh, „Vakhtang Beridze”, Tbilisi 2009, s. 28-52 /- gdzie wyznaczyli oni kilka form tychże osad przy czym do najciekawszych nalezą obiekty typowo, jak się wydaje militarne – gdzie mamy fort z zabudową wewnętrzną ale bez osadnictwa wokół niego i w najbliższej okolicy jak np w Crici. Drugą interesującą formą są murowane świątynie na szczytach wzgórz.

Obraz 4171

(Fort w Gonio-Asparos, widok z murów, zdjęcie własne)

Oczywiście w pewnym momencie na tereny te zawitali Rzymianie, wraz z zawirowaniami wokół Armenii, rzymskie struktury w Gruzji nabierały na znaczeniu. Jedna z takich stryktur jest fort w Asparos /E. Kahidze, Asparos. A Roman Fort in Southern Georgia, „Black Sea Studies” t.8 (2008), s. 303-332 /. Warto tu dodać, na marginesie, że twierdza ta była badana m.in. przez ekspedycje niemiecką, gruzińską ale i od zeszłego roku przez ekspedycję polska z IA UW. Dane archeologiczne pokrywają się z danymi pisanymi – powstaje w I w AD a wychodzi z użycia w IV w AD – nie wspomina o nim Ammianus /Ammianus 22.8.24/mimo, że pisze o Dioscuriadzie. Zna go Arrian /Arrian, Periplus, 9 – tekst ten jest wydany po polsku w 1948 przez W. Klingera/ ale u niego opisano go w nie najlepszym świetle. Wykopaliska pozwoliły jedynie stwierdzić, że fort posiadał 22 wieże. odkryto tu też dużo, całkiem bogatego materiału archeologicznego. Miejsce zyskało na znaczeniu za panowania Nerona /Swetoniusz, Żywot Nerona, 19/ kiedy to Planował także podróż do Wrót Kaspijskich. Zaciągnął już nowy legion, spośród Italików: wszyscy rekruci wzrostu sześciu stóp.

Obraz 0241

(Gonio – widok od strony morza, fort rzymski znajduje się za zielonym blokiem, zdjęcie własne)

Do czasów jeszcze późniejszych odnosi się tekst Braund’a /D. Braund, Procopius on the Economy of lazica, „The Classical Quarterly” t.41 (1991), s. 221-225 /, w którym autor zastanawia się nad świadectwem Prokopiusza /Prokopiusz, Wojny, 2.28.27-29 i 2.15.5 i 2.15.10-11/. Prokopiusz pisze mianowicie, że w Kolchidzie nie mają zboża ani soli i muszą to sprowadzać od Rzymian w zamian za skóry i niewolników. Dalej dodaje do listy braków wino. Braund uznaje informacje Prokopiusza za nie do końca prawdziwe – zboża w Kolchidzie było pod dostatkiem tylko nie była to pszenica a proso stąd też miejscowe elity mogły sprowadzać dla siebie właśnie ten rodzaj zboża. Podobnie wino lokalne było dostępne – o czym świadczą znaleziska archeologiczne, ale sprowadzano tu wino luksusowe z Bizancjum. Natomiast sól musiała być importowana do ówczesnej Gruzji, podobnie zresztą jak oliwa z oliwek której Prokopiusz nie wymienia a której duże ilości rzeczywiście do Kolchidy sprowadzano – na co wskazują znów zabytki archeologiczne.

Kolejna ciekawa kwestia to kult Mitry na terenie Kolchidy. Tsetskhladze /G.R. Tsetskhladze, The Cult of Mithras in Ancient Colchis, „Revue de l’Historie des Religions”, t.209, z.2 (1992) , s. 115-124/ udowadnia, że kult ten był dość popularny na terenie Kolchidy. Wskazuje przy tym na odcisk pieczęci odkryty na kolchidzkiej amforze w Pichvnari w 1983 roku. Przedstawia on jeźdźca na koniu, z ptakiem nad jeźdźcem, sześcioramienną gwiazda pod przednimi kopytami konia. Koń co ciekawe ma róg. Częściowych analogii do tego zabytku jest wiele – a to jeździec na koniu z gwiazdą a to koń z rogiem, a to koń z ptakiem ale bez gwiazdki a za to z księżycem ale takie przedstawienie jest pojedyncze. Autor uważa, że wyobrażony jest tu Mitra z jego atrybutami – gwiazda i krukiem. Zarówno sam zabytek z Pichvnari jak i analogie, np pieczęć z Algeti datowane są na V-IV wiek aC.
O dość specyficznej cesze osad z przełomu epoki brązu i żelaza w Kolchidzie pisze Apakidze /J. Apakidze, Towards the Study of Late Bronze Age and Early Iron Age settlements and settlement systems of the Colchis Culture in Western Georgia, „Archaologische Mitteilungen aus Iran und Turan”, t.37 (2005), s.175-187/- mianowicie na terenach zabagnionych, podmokłych osady budowano na specjalnych drewnianych lub glinianych platformach, dochodzących nawet do 9 m wysokości. Miały one różną wielkość – od 20 m w przekroju do 160m. Nieco przypomina mi to nasze mazurskie osady lub miasta z kultury Harappa – jeśli idzie o rozwiązanie problemu wilgotności podłoża. Dodatkowo osady takie potrafiły być otoczone fosą.
Dla zainteresowanych zmianami klimatycznymi w Gruzji polecam tekst trójki autorów /S.E. Connor, I. Thomas, V. Kvavadze, A 5600-yr history of changing vegetation, sea levels and human impacts from the Black sea costal of Georgia, „Holocenne” t.17 (2007), s. 25-36/ który ukazał się w 2007 roku. Pokazują wpływ człowieka na klimat i stosunki wodne etc. Ciekawa jest tu też, marginalnie jedynie napomknięta, kwestia roślinności endemicznej.
Ciekawe znalezisko szklanego amuletu/zawieszki z Pichvnari swój tekst poświęciła pani Czandrasekaran /S. Czandrasekaran, Ob odnom tekliannom dwuhstrannom reliefom licewam ornamentje-maskje iz Piczwnari iz isobrażeniem „Gerakla” [w:] Anfimowskije cztenije po arheologii zapadnego Kawkaza, pod red. T. A. Pawljenko, Krasnodar 2013, s.146-150/- przedmiot niewielki (ok 1.7 na 1.7 cm) odkryto w grobie 209 w 2004 roku. Dość typowy dla epoki hellenistycznej mający dobre analogie m.in. w państwie bosporańskim.
Na marginesie – postać Jazona jako szamana próbowała interpretować Ustinowa /J. Ustinowa, Jason the Shaman [w:] Bildgeschichte. festschrift Klaus Stahler, pod red. J. von Gebauer, E. Grabova, s. 507-514/.
Z kolei odkrytym w Kohi hełmem typu chalkidejskiego zajęła się ponownie pani Czandrasekaran /S. Czandrasekaran, Szlemu Kolhidy epoki ellenizma na primierje anticznogo szlema iz kolhidy [w:] Meżdunarodnaja naucznaja konferencjia „Arheologija, Etnologija, folkloristika Kawkaza”, Tbilisi 2003, pod red. G. Gambaszidze, s. 25-27/ – znów zabytek dość typowy, uszkodzony, należy do typu 5 wedle Pfluga.
Z kolei naczyniom metalowym z Kolchidy artykuł poświęcił Trister /M.Y. Triester, The Toreutics of Colchis in teh 5th-4th centuries BC. Local Traditions, outside influences, innovation, „Ancient Civilization from Scythia to Siberia” t.13 (2007), s. 67-107/ a brązowym figurkom pani Biljewa /O.A. Briljewa, Bronzowaja antropomorfnaja plastika kolhidy [w:] Drewnij Kawkaz, Moskwa 2004, s.28-30/.

Na koniec chciałbym powiedzieć jeszcze słówko na temat porównania Kolchidy – a więc nizinnych terenów wybrzeży obecnej Gruzji, z Iberią czyli terenami położonymi bardziej w głębi lądu. Róznice pomiędzy tymi terenami dobrze obrazują znaleziska monet. Chciałbym przedstawić tu ciekawy artykuł /G. Dundua, Samoneti mimoktewa iberiaszi Dzw.sz. V-I saukneegszi, „Iberia- Colchis”, t.4 (2008), s. 19-31/ traktujący o znaleziskach numizmatycznych w Iberii czyli wschodniej części Gruzji. Początkowo nie ma o czym specjalnie mówić gdyż pod względem ilości monet wschodnia Gruzja jest opóźniona w stosunku do Kolchidy, z okresu V-IV wiek znane są na tym terenie tylko dwie monety. Zdecydowanie więcej jest ich w okresie IV-III wiek, są to często monety Aleksandra Wielkiego ale i sporo monet przybyłych z terenów Armenii. Pojawiają się też wcale liczne monety achemenidzkie. Ich rolę i miejsce zajmują monety Arsakidów okazjonalnie odkrywane są tu monety Mithrydatesa VI, czy klientalnych władców Rzymu, dużo jest też, tak jak i wcześniej monet z Kolchidy. Jako ciekawostkę można podać odkrycie wybitej w 195 roku aC monety Lizymacha. W I wieku aC aż po narodziny Chrystusa dominują na tym terenie monety z zachodniej Gruzji oraz z Armenii. Na przełomie er główną pozycję na rynku numizmatycznym Iberii odgrywają dwaj emitenci Rzym i Partowie.

Potwierdza to pewne zapóźnienie tekst G. Gamkrelidze, About the Military – political situation in Georgia in the 4th cent BC – 2 cent. AD, „Iberia-Colchis”, t.4 2008.

Oczywiście w toku dziejów, już w czasach rzymskich Iberia nabiera dużego znaczenia w związku z wojnami z Persją, ale to już zupełnie inny temat.

Na koniec jeszcze dwie uwagi – transliteracja z języka gruzińskiego jest moja własna, oparta o transliterację angielską (niestety tak się uczyłem tego języka – i dlatego jest dalece niedoskonała. Dodać też trzeba, że z powodu zaszłości politycznych, jesteśmy w tej dobrej sytuacji, że dużo tekstów na temat antycznej Kolchidy wydawane było po rosyjsku. Dodatkowo Gruzini bardzo dbają o to by wyniki ich badań archeologicznych były dostępne wszystkim zainteresowanym – często więc publikują po angielsku.

Nowsze pisma archeologiczne gruzińskie są też dostępne w bibliotekach IA UW i IAiE PAN.

Na koniec tradycyjnie zaczęcam do zaglądania na forum – do odpowiedniego wątku:
http://forum.historia.org.pl/topic/15270-kolchida/
oraz do komentowania.

Komentarze

  1. Michał pisze:

    Bardzo dobry i ciekawy tekst. Jedynie przeszkadza mi dziwaczny zapis dat przed i naszej ery, ale to nieważne. Ze swojej strony sugeruję pisać pod własnym nazwiskiem, a nie pod pseudonimem. Pozdrawiam i czekam na kolejne teksty o Grekach w basenie Morza Czarnego.

    1. Furiusz Furiusz pisze:

      Dziękuję uprzejmie za słowa zachęty. Co do zapisu dat – ja niestety mam awersję do formy przed nasza erą i naszej ery – stąd zapis aC (ante Christum) czyli tyle co przed Chrystusem. Kwestia gustu i przyzwyczajenia.
      Co do publikowania pod własnym imieniem, nie do końca wiem co miałoby to zmienić ale myślę, że jeszcze w tym miesiącu uchylę tą „tajemnicę”.

      1. Michał pisze:

        Nie pamiętam, kto powiedział te słowa, ale szło to mniej więcej tak: historyk do 35 roku życia pracuje na nazwisko, a potem nazwisko pracuje na niego.

  2. Mirek pisze:

    No proszę. Autor plus 5.

    1. Ignacy Krzyszczak Ignacy Krzyszczak pisze:

      Dziękuję

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.